Każdego wieczoru przed zaśnięciem, robię rachunek sumienia co zrobione a co
nie. I obiecuję sobie że następnego dnia to zrobię .I przychodzi kolejny dzień
i okazuje się, że albo czasu gdzieś brakło, albo chęci nie było,
bądź też jeszcze inne albo...
Mija więc kolejny dzień w archipelagu
codzienności i nawet ze wpisem ogarnąć się było trudno. Życie przez
palce przecieka, a człowiek wciąż czeka na lepsze jutro jakby sobie lepszego
dzisiaj nie mógł zasponsorować, od tak sobie. Bo w tym naszym życiu nie żyjemy
dniem dzisiejszym tylko jutrem.
Jutro będzie lepiej, jutro pojadę na
wakacje, jutro pobawię się z dziećmi.
A co z dzisiaj? Dzisiaj nie mam ochoty,
dzisiaj jestem znudzona bo marzę przecież o tym lepszym jutrze...